Nowa Zelandia – tutaj jest wszystko !

Mapa poglądowa lotu

Nowa Zelandia – kraina tak różnorodna, że widząc niektóre krajobrazy na żywo wydawały się aż nierealne. Lasy deszczowe, góry, lodowce, gejzery, geotermia, fiordy, plaże – to wszystko i jeszcze więcej zebrane w jednym kraju. Takie cuda tylko w NZ ! Z drugiej strony, aby tutaj dotrzeć czekał nas niezwykle długi lot: prawie doba spędzona w samolocie to światowy rekord . Było ciężko i dużo zmęczenia, ale zdecydowanie warto. Zapraszam wobec tego na relację filmową: jeden krótszy film na zachętę oraz pełna relacja z naszego prawie 3 tygodniowego pobytu. A po mam nadzieję ciekawym seansie filmowy, na deser równie ciekawa relacja foto.

A więc zaczynamy 🙂 stacja Chojna i 1 kilometr z blisko 18 tys. km, które mamy w ciągu najbliższych 3 dni do pokonania. Cel: Auckland, Nowa Zelandia i później już tylko dalej w głąb natury…

Po 5 godzinach lotu przesiadka w Katarze i relaksacyjny spacer po… lotniskowym, bujnym ogrodzie i dalej. Przed nami jeszcze prawie 17 godzina do Auckland w NZ.

Auckland – „miasto żagli”, ogromnej ilości zieleni i niezwykle wyluzowanych, sympatycznych ludzi. To również największe miasto Nowej Zelandii, które to zamieszkuje blisko 30 procent całej populacji kraju.
Miasto położone na licznych stożkach wulkanicznych, dzięki czemu z pobliskiego wzgórza Mt. Eden podziwiać mogliśmy niezwykłą panoramę miasta.
A dla nas po przylocie był to czas na regenerację po wyczerpującym locie. A jeszcze tego samego dnia…. znowu lecieliśmy 🙂 

Kolejny dzień to dzień tranzytowy: przelot na wyspę południową do Christchurch, a następnie kierowaliśmy się w kierunku półwyspu Banksa, na którym powulkaniczne górskie krajobrazy kontrastują z malowniczymi zatokami. Wyspa południowa mimo iż większa od północnej, zamieszkiwana jest jedynie przez około milion mieszkańców, jest to więc jedynie około 1/5 mieszkańców NZ. W odróżnieniu od wyspy północnej na której panuje klimat subtropikalny , na wyspie południowej panuje klimat umiarkowany. Temperatury są tutaj średnio 3-4 stopnie niższe niż na pn. Następnie kierowaliśmy się dalej na pn. wyspy pd. w kierunku Alp Południowych i najwyższego szczytu Mt. Cook.

Dotarliśmy również ku podnóży Mt. Cook, najwyższego szczytu Alp Południowych. Tam odbyliśmy spacer szlakiem prowadzącym wśród lodowców, alpejskich łąk. Udaliśmy się pod czoło 24-kilometrowego lodowca Tasmana .

Polodowcowe Jezioro Tekapo i Pukaki – woda na żywo miała wręcz niespotykany, lazurowy kolor.

Quenstown – to miasteczko w Nowej Zelandii znane przede wszystkim jako światowa stolica sportów ekstremalnych, lecz jest to miejsce niezwykłe również ze względu na swoje położenie tuż nad jeziorem Wakatipu. Wakatipu to najdłuższe jezioro polodowcowe Nowej Zelandii położone pośród niezwykłej scenerii o długości przeszło 80 km.

Jak już wspominałem, Quenstown = moc atrakcji, światowa stolica sportów ekstremalnych. I postanowiliśmy co nieco spróbować na piekielnie szybkich łodziach motorowych po całkiem wąskiej rzece pośród skał…

Nasz kolejny dzień to odbyta wyprawa do największego parku narodowego Nowej Zelandii – Fiordland National Park. Górską drogą, opisywaną przez Kiplinga jako ósmy cud świata, dotarliśmy nad brzeg Milford Sound. Nieczęsto używam takich określeń, ale faktycznie jest to miejsce niesamowite i kto wie, czy nie mój aktualny nr 1 z dotychczas odwiedzonych miejsc na świecie.
Odbyliśmy m.in. lot helikopterem nad górami parku narodowego, a wcześniej rejs statkiem po czarującym fiordzie, podziwianie otaczających go niebosiężnych gór, gęstych lasów deszczowych i olbrzymich wodospadów.
 

Dotarliśmy również i nad morze Tasmana… A zachodnia cześć Wyspy Południowej NZ to cały czas niesamowita przyroda.

 Lodowiec Fox & Franz Josef Glaciers – unikatowe bo to lodowce wpadające wprost do lasów deszczowych !
 

Zachodnie wybrzeże Południowej Wyspy i bajeczne formacje skalne, tzw. Skały naleśnikowe, Pancake Rocks / Punakaiki. Po drodze było też Jezioro Nelsona czy przeprawa przez Rzekę Muller.

Po przepłynięciu Cieśniny Cooka dostaliśmy się do Wellington na Wyspie Północnej. A Wellington to stolica Nowej Zelandii. Nie jest to największe miasto tego kraju (największe jest Auckland).
Miasto również malowniczo położone na rozległych wzgórzach, na których znajduje się wiele licznych domów jednorodzinnych i willi. Podobnie jak Auckland, Wellington również urozmaicone jest wszechobecną zielenią: liczne parki jak i okoliczne wzgórza wyraźnie dominują w tym mieście.
I co ważne, jak na stolicę kraju wogóle nie czuć tutaj szalonego zgiełku, tak charakterystycznego dla wielu europejskich miast.

Przed nami w dalszym ciągu chyba największa atrakcja Wyspy Północnej, czyli Park Narodowy Tongariro. A w oddali Wulkan Ruapehu, czyli dotarliśmy do Parku Narodowego Tongariro. Pacyficzny pierścień ognia.

Kolejny dzień to 2 krótsze i jeden dłuższy treking po okolicy Parku Narodowego Tongariro – jednego z pięciu najstarszych parków narodowych na świecie. Trekingi te stanowiły niejako rozruch, próbę przed  głównym trekingiem po słynnej 20 km trasie Tongariro Alpie Crossing, przebiegającej między wulkanem Tongariro, a Ruapehu.
A na zdjęciach jedna z dzisiejszych wypraw, trasa pod wodospad Taranaki.

Kolejny z  trekingów odbytych tego samego dnia to niejako próba generalna przed  trekingiem Alpine Crossing:spore przewyższenie, podejście pod krater najwyższego wulkanu Nowej Zelandii Ruapehu. Wyżej nie należy podchodzić, gdyż Raupehu to święta góra Maorysów i należy to po prostu uszanować.

Tongariro Alpine Crossing – jedna z najpiękniejszych tras trekingowych w całej Nowej Zelandii o długości prawie 22 km, w dniu wczorajszym zdobyta. Trasa znajduje się na terenie Parku Narodowego Tongariro, założonego w 1887 roku. Jest to jeden z pięciu najstarszych parków narodowych na świecie.
Sama trasa trekingu do najłatwiejszych nie należy, choć pierwsze 5 km może być dość mylne, ponieważ przebiega po stopniowo wzrastającym nachyleniu. Ciężej zaczyna się później, a do pokonania na całej trasie jest ponad 800 metrów przewyższenia. Na górze było bardzo zimno i dość silny wiatr, w jednym miejscu na trasie szlak lekko oblodzony. Generalnie trasa do przejścia, ale wymaga odpowiedniego przygotowania zarówno kondycyjnego, jak i pod kątem ubioru oraz odpowiednich zapasów wody i prowiantu. Na większości szlaku brak zasięgu gsm, więc wskazane aby zaopatrzyć się w jakieś alternatywne środki łączności.
Mi było dodatkowo o tyle trudno, że w nogach miałem już 20 km które przeszedłem dnia poprzedniego również po górach. Ale widoki na trasie warte są wysiłku. Jak narazie Park Narodowy Tongariro to obok Parku Narodowego Fiordland moje najpiękniejsze miejsca w Nowej Zelandii. Choć w sumie cała natura jest tutaj wyjątkowa..

Z lądu, wody i powietrza… i ponownie z wody – tym razem Nową Zelandię poznawaliśmy z perspektywy rzeki Kaituna podczas raftingu. Na Kaituna znajduje się najwyższy wodospad dozwolony dla komercyjnych raftingów. Było trochę adrenaliny. Na zdjęciach w zespole razem z anglikami 🙂 Było dobrze.

Rotorua – miasto w której znaczną część populacji stanowią rdzenni mieszkańcy NZ czyli Maorysi. Położone jest na znacznych obszarach geotermalnych, a zapach siarkowodoru unoszącego się na co dzień to tutaj norma. Jest tutaj m.in. dość dość regularnie tryskający gejzer, liczne kąpieliska geotermalne, ale przede wszystkim była tutaj największa możliwość poznania sztuki i kultury maoryskiej kultywowanej po dziś dzień. Różnorakie biżuterie wykonywane z twardego kamienia – jadeitu robiły wrażenie. No i mieliśmy okazję zobaczyć na żywo słynny taniec maoryski Haka.

Sekwoje rosnące pośród paproci drzewiastych. Super. Okolice Rotorua.

Hobbiton – czyli wioska Hobbitów, miejsce istniejące naprawdę, zbudowane na potrzeby planu filmowego trylogii „Władca Pierścieni” oraz „Hobbit” na jednej z farm na Wyspie Północnej w Nowej Zelandii. Początkowo ostrożnie podchodziłem do tego miejsca zastanawiając się, czy nie będzie to miejsce lekko kiczowate, typowa komercja aby tylko łatwo się sprzedało.
Jednak nic z tych rzeczy. Jak wszystko dotknięte ręką reżysera Petera Jacksona, perfekcjonisty, także to miejsce to istna perfekcja, jakość i dbałość o szczegóły. Każdy z domków, wyposażenie, miejsce w wiosce jest przemyślane i stoi to wszystko na bardzo wysokim poziomie. Miejsce zdecydowanie warte odwiedzenia dla każdego, nie tylko dla fanów Tolkiena.

Leave a comment

error: Content is protected !!