Islandia – kraina wielu żywiołów

Zawsze myślałem, że postawienie przeze mnie nogi na innej planecie niż nasza wyniszczana planeta Ziemia to tylko czyste science fiction. Jednak po odwiedzeniu przez nas Islandii okazało się to rzeczywistością. Bez cienia przesady stwierdzić można, że krajobrazy tej wyspy bardzo często przypominają Księżyc, Marsa czy inne wydawałoby się niedostępne dla przeciętnego człowieka miejsca we wszechświecie…

Na Islandii spędziliśmy wspaniały czas dokładnie penetrując jej zachodnią część, od południa w Reykjaviku, aż po Fiordy Zachodnie w pn.-zach. części wyspy. A erupcja wulkanu na żywo była doświadczeniem, które w naszych głowach pozostanie już na zawsze…

Zapraszam zatem na relację foto i wideo: wybrane zdjęcia wraz z krótkimi opisami odwiedzanych miejsc oraz film, zarówno w wersji pełnej jak i skrótowej relacji.

Na Islandię dostaliśmy się oczywiście samolotem (choć chętnie byśmy tutaj kiedyś pożeglowali). Lot bezpośrednio z Gdańska na lotnisko w Keflaviku. Na zdjęciu poniżej już pod nami “Lodowa wyspa”. Nad chmurami jeszcze piękna pogoda – dopiero w trakcie zrozumieliśmy, że dni słonecznych podczas naszego pobytu może nie być zbyt wiele.

 

Zaraz na początek dostaliśmy atrakcję natury typu “Amazing” – wodospad Glymmur. Aby się do niego dostać czekał nas ciekawy 2-3- godzinny treking. Wodospad ten przez długi czas uważany był za największy wodospad Islandii, mając prawie 200 metrów wysokości (kilka lat temu odkryto większy Morsafoss, ale praktycznie niedostępny dla turystów). Trekking na wodospad o umiarkowanej trudności, na większości etapów rozciągnięte były liny. Nam bardzo podobały się przejścia przez mniejsze i większe rzeki, choć zwłaszcza przy jednej nasza granica komfortu poddana została ciężkiej próbie.

Wodospad Glymmur

Góra Kirkjufell to niewątpliwie jedno z ikonicznych miejsc na Islandii, choć wcale nie najwspanialsze. Swoją popularność zawdzięcza na pewno poprzez obecność w wielu filmach.

Fiordy zachodnie Islandii to z pewnością jedno z najmniej zaludnionych miejsc na świecie. Gęstość zaludnienia na całej wyspie wynosi około 3 osób na 1 km2, to na samych fiordach wygląda na jeszcze mniejszą. Na zdjęciu poniżej jedno z naszych miejsc noclegowych nad samym Oceanem Arktycznym, oraz najstarszy stalowy statek na wyspie, Garðar BA 64

Ocean Arktyczny-Fiordy Zachodnie
Garðar BA 64

Na samym początku wspomniałem o widokach rodem z innej planety. Czerwona plaża Raudisandur z pewnością jest jednym z takich magicznych miejsc.

Raudisandur

Penetrując bezkresy północno – zachodnich fiordów niełatwo napotkać jest jakieś miasteczko czy osadę. Ale w końcu dotarliśmy do Isafjordur.

Isafjordur

Kolejny z zapierających dech w piersiach wodospadów to wodospad Dynjandi.

Wodospad Dynjandi

Klif Latrabjarg to najdalej wysunięty na zachód Islandii skrawek ziemi, wysoki miejscami na 500 metrów wysokości. Miejsce to szczególnie upodobały sobie maskonury, niezwykle sympatyczne ptaki, symbol Islandii.

Maskonur
Klif Latrabjarg

Kerlingarfjoll to oprócz wulkanu miejsce, które podobało nam się najbardziej. Gdybym tego nie widział na żywo, to po samych zdjęciach rzekłbym, że to niemożliwe, aby takie miejsce istniało naprawdę. Jest to pasmo górskie pochodzenia wulkanicznego i zarazem jedno z największych na Islandii terenów geotermalnych. Ciepła woda z potoku, para wydobywająca się z gór niczym z komina, widoki iście marsjańskie. Miejsce obowiązkowe do zobaczenia.

Kerlingarfjoll

Skoro już jesteśmy przy polach geotermalnych to nadszedł czas na Hveravellir. W samym interiorze, niedaleko lodowca, na wysokości ponad 650 metrów przekonaliśmy się pierwszy raz na własne oczy jakie „cuda” może kryć w sobie ziemia.

Hveravellir

Islandia to również kraina różnych mitycznych stworów. Jednego z nich mieliśmy okazję zobaczyć na własne oczy: Hvitserkur to pewien troll, któremu ponoć mocno przeszkadzało bicie dzwonu w pobliskim klasztorze… Chciał go „wyłączyć”, a że się trochę spóźnił i nie zdążył przed zachodem słońca to zamieniony został w taką oto skalną postać…

Troll Hvitserkur

Żeby nie było, że tylko te wodospoady, widoki itd. 🙂 Zajrzyjmy więc na chwilę na Lagunę Jokulsarlon, gdzie z dużym prawdopodobieństwem spotkać można foki. Co by było gdybym nie zabrał teleobiektywu…

Laguna Jokulsarlon

No i pod koniec naszego pobytu „wisienka na torcie”, wypad pod sam aktywny wulkan. Wrażenia niesamowite ! No ale, chyba się powtarzam…

Wulkan Geldingadalir-Fagradalsfjal

A na koniec jeszcze kilka innych zdjęć z miejsc, które albo z nazwy już nie pamiętam, albo po prostu były to momenty na foto podczas krótkiego postoju. Bo powiedzmy sobie szczerze – Islandia to istny raj dla fotografów i gdzie się nie obejrzysz tam i masz szansę na ciekawy kadr. A co z resztą wyspy? Tak jak wspomniałem na początku, połowę tzn. zachodnią część mamy dość dokładnie zwiedzoną i została druga część. No cóż, jest powód aby może kiedyś tutaj jeszcze powrócić…

Leave a comment